Moldawia

Wyprawa maj - czerwiec 2010

Aska & Dzicz Mołdawska :)

zdjecia

Mołdawia

28 maj 2010

Godzina 23.36, podobnie jak przy wyjeździe do Skandynawii - czyżby moja ulubiona godzina wyjazdów?.......

Almi spakowana, ale tym razem jedzie ze mną tylko do Tyrawy Solnej, a dalej będzie już innym autkiem z ekipą quadomaniaków....

29 maj 2010

Coraz dłuższe te pierwsze dniu urlopu.....

Na miejsce zbiórki docieram około 5 rano, trochę zdjęć okolicy, trochę snu w autku i od 9 poznawanie ekipy i ostatnie przygotowania do wyjazdu

Mam miejsce w landku, który prowadzi Ania. Na uwięzi trzymamy łosia, czyli polariska :) Oprócz nas są jeszcze 3 samochody prowadzące 9 quadów. Liczba osób - 13.....

Pierwszy etap to granica Polsko - Ukraińska, którą ostatecznie przekraczamy o jakieś 16 (chyba). Potem długa droga, daleka przed nami i tak się toczymy z przerwami na zmiejszenie ciśnienia cieczy po ukraińskich drogach w stronę Mamałygi, gdzie docieramy o jakiejś 1 - 2 w nocy.

Droga Dla ułatwienia własnego będę operować czasem polskim - na Mołdawii jest godzina do przodu.

30 maj 2010

W końcu wkraczamy na teren Moldawii o mniej więcej 6 z kawałkiem. A po w sumie 26 godzinach podróży docieramy do hotelu w miejscowości Rezina

Droga

Zmęczeni mocno pakujemy się do pokoi rozładowując wcześniej lawety (znaczy rozładowują Ci, co jeszcze nie zasnęli - mnie poduszka przyciągnęła z wielką siłą....)

Po paru godzinach snu czas na restaurację - załapuję się na taksówkę i jedziemy do jedynej restauracji w mieście. A po kolacji powrót i sen spokojny do rana..... Dziekuję za kolację :)

31 maj 2010

Saharna Wczesnym urlopowym rankiem quadomaniacy wyjeżdżają na trasę, a my AA (Ania i ja) idziemy na spacerek podziwiać widoki - Dniestr, krainę za Dniestrem....

Po południu czas na zwiedzanie okolicy landkiem - my jako pasażerki, a kieruje Piotr. Dojeżdżamy do monastyru w Saharnie, Tipowej. W obydwóch tych miejscach są monastyry skalne. Tipowa

Jadąc aleją orzechową (podobno 4-5 orzechów dziennie dobrze na Panów działają, wiagra nie potrzebna ;) ) natrafiamy na tybylców z podtopinym autem. Pomagamy im wydostać się z opresji i jedziemy dalej do Orcheiul Vechi.

W sklanym monastyrze przebywa jeden mnich i jest to jedyny obecnie mnich w Mołdawi żyjący w sklanym monastyrze.

Orchei A potem droga do Reziny, gdzie dowiadujemy się, że Grześ miał rolkę i rączka pobolewa.....

1 czerwiec 2010

Przy śniadaniu ustalamy, że najpierw pojedziemy do Soroki, gdzie zostawimy rzeczy i przewieziemy samochody do Balti. To tak, żeby chłopaki nie musieli wracac po nie do Reziny.

Ustalone zostało to z Grzesiem, tylko jakoś nie wspomnieliśmy właścicielowi skody octawi 4x4, że mogę powozić jego samochód :). Spotykam własciciela przy skodzie i pada pytanie: Asia poprowadzisz skodę? I zanim zdążę cokolwiek rzec, jest część druga wypowiedzi - Dziękuję, że nią pojedziesz. :) Soroca

Na szczęście na czas jazdy nie musze prowadzić lawety, która ląduje na lawecie prowadzonej przez elteka

Po mniej więcej 2 godzinach jazdy z kawałkie lądujemy w Soroce w hotelu. W ramach gościnności mamy saunę i basen gratis :) Decydujemy się na obiadek w hotelowej restauracji, zasiadamy za stolem, zamawiamy, zaczynamy od sałatki i dzwoni telefon Ani.... Pewien zielony miś uczył się latać i teraz trzeba mu pomóc wydostać się z lądowiska.

Soroca Zamiast przewożenia samochodów do Balit jest akcja ratunkowa, na szczęście wszyscy cali. Zostajemy z Anią w Soroce i żeby zając sobie jakoś czas idziemy oglądać miasto z grani i spod pomnika dziedzictwa kulturowego Mołdawii.

Zaliczamy też Festiwal Folklorystyczny - pozostali uczestnicy Dziczy Mołdawskiej tych widoków moga nam tylko zazdrościć :). Czekamy długo na powrót quadomaniaków i misji ratunkowej, ale sen był mocniejszy od nas....

2 czerwiec 2010

Soroca Rano dowiadujemy się, co się stało - znaczy nie wiadmo jak do tego doszło, ale poza stratą misia nikomu nic się nie stało. Misiaczek ląduje na pace, właściciel ma przymusową wycieczkę z nami po Soroce, a pozostali uczestnicy jada w trasę

Soroca Z Soroki wyjeżdżamy po południu i kierujemy się w stronę Balti, gdzie docieramy póżnym popołudniem. Lokujemy się w hotelu Balti i po jakieś godzinie idę z Anią zwiedzać miasteczko wieczorową porą.... Soroca

A potem szukamy otwartego sklepu, co nawet nam się udaje :)

3 czerwiec 2010

Z Balti wyjeżdżamy około południa po zwiedzeniu tej północnej stolicy Mołdawii i kierujemy się w stronę Edinet zwiedzając po drodze polską wioskę - Styrczę. Tutaj Ania z Piotrem spotykają znajomą zakonnicę - świat jest niewielki :) Balti

W między czasie zabieramy quada Materatza - gadzina chciała na lawetę i spsuła sobie łożysko.....

Balti Mnie dzieci zaprowadzają do bocianich gniazd - tak, tak w wiosce są już 2 bocianie gniazda.

Balti W między czasie do kościola przychodzi Pani Wanda - nauczycielka języka polskiego w Domu Polskim. Jakiś czas rozmaiamy i dowiadujemy się o problemach polonii z nauczycielami języka polskiego - niestety są cięcia w etatach i nie wiadomo, czy w tej posliej wiosce w przyszłym roku szkolnym bedzie miał kto uczyć naszego języka. Pani Wanda chce wrócic do Polski, zwłaszcza że już któryś rok z rzędu pracuje jako wolontariuszka...... Strycza

Ruszamy dalej. W Edinet znajdujemy hotel z parkingiem dla quadów i samochodów, ale nie ma w nim miejsc dla nas :( Miejsca są w postkomunistycznym hotelu po drugiej stronie ulicy.... Zapada częsiowowo współna decyzaja (nie było przy tym wszystkich) o nocowaniu w tym ubogim w wyposażenie hotelu.

Strycza Impreza wieczorna u Hazjajki zapadnie wszystkim podejrzewam na dlugo w pamięci - było zajefajnie :)

4 czerwiec 2010

Na śniadanie również udajemy się do Hazjajki - omleciki pierwsza klasa :)

Zalew Quadomaniacy zdolni i chętni do jazdy oczywiście zwiedzają okolicę, a my, czyli Ania, Piotr i ja dokonujemy tego landkiem i lądujemy nad zalewem znajdującym się na granicy z Rumunią.

Tam mamy piknik z odpoczynkiem, sesją zdjęciową i opalaniem się :)

A potem powrót do Edinetu, pakowanie quadów i czas na powrót, który rozpoczyna się około 22.30. W między czasie w jakimś zaćmieniu umysłowym godzę się prowadzić skodę wraz z lawetą i 2 misiami na niej - to jest pierwsza moja podróż z lawetą......

Owce Po jakiś 90 minutach docieramy na granicę, którą przekraczamy w miarę szybko.

Materatz chciał mi zrobić przyjemność poprzez masaż, tylko niestety zamiast mnie to odstresować, to zestresowało bardziej - skoda, laweta i te dwa misie - a może one tez chcą masaż i mi tutaj na siedzenie przyjdą z lawety???

Na ten masaż to ja się piszę w innym terminie - okazja jeszcze się trafi na którejś Dziczy ;) Droga

5 czerwiec 2010

Droga W tak zwanym między czasie przesypiamy jakies 90 minut - bardzo potrzebny odpoczynek, bo droga jeszcze długa i daleka przed nami

W jednym z miast zaliczamy drugie w trakcie tego wyjazdu spsucie sę opony i jej wymianę (pierwsze również było na Ukrainie :( )

Granicę ukraińsko - polską przekraczamy relatywnie szybko i już po około 17 godzinach jesteśmy z powrotem w Polsce.

Niestety Dzicz Mołdawska 2010 to już historia, piękna historia, ale niestety historia. Nam pozostają zdjęcia i wspaniałe wspomnienia.

Mówił to każdy więc i ja też - co złego to nie ja, no może troszeczkę, ale przynajmniej było na kogo marudzić :) Strycza

Dziękuję Łukaszowi za umożliwienie mi zobaczenia Mołdawii. Dziękuję uczestnikom, że mnie do wąwozu żadnego nie wrzucili i podziwam Anię, że ze mna wytrzymala :)

Wiewi rudzielec, czyli mocno wredny zwierz ;)

Copyright © 2007 - 2010 Joanna Mieloch - Wiewiórek