X Dzicz Bieszczadzka - Last Edition

14-15 październik 2011

Śliwka & Wiewiórek

Dzicz Bieszczadzka, tygodnie oczekiwania, wspominanie poprzednich edycji, a było ich dziewięć i w końcu nastał ten dzień – 14 październik….. Almi gotowa, ubranka w bagażniku, godzina 14 i w drogę w Biesy, dla Biesów, Dziczy i tego najważniejszego elementu – Ludzi – uczestników, organizatorów, wszelkich pomocników, bez których to by nie było to, dla którego jeździ się tam bez względu na pogodę i zmęczenie, jeździ chociaż na parę godzin.

Tak „wczesnym” wieczorem, bo już przed 22 docieramy na miejsce tylko po to, żeby się dowiedzieć, że to X Dzicz Bieszczadzka – Last Edition!!!. Nie wierzymy, ale napis na koszulkach mówi sam za siebie – Last Edition…..jak to tak pytamy?!

No dobra, przebieramy się i naszym off-roadowym autkiem ruszamy szukać uczestników. Po parunastu metrach trafiamy na……. Mgłę. I to taką mgłę, że na dwa metry ledwie widać….. No nie, w takich warunkach to się nie da pracować… Ich nie widać, nas nie widać, od mgły lampa się będzie odbijać…. Wracamy do domku integrować się  i czekać świtu.

Największy skandal to był rano, ale jaki?!…na żadnej Dziczy tego nie było, jak tak można, jeszcze przed świtem zakończyć trasę ekstreme. Tak nie wolno!, to jest całkowity brak współpracy z Leśnymi Ssakami. Dlatego wnosimy, żeby wszelkie imprezy zaczynały się o 4 rano, ewentualnie latem o północy – to daje jakieś szanse na robienie zdjęć ekstremie w ciągu dnia. Potem wszyscy chcą zdjęcia - skąd pytamy, skoro za dnia to śpią zamiast z trasą się zmagać. Brak słów – skandal po prostu i brak podstawowej współpracy…..

Nastał dzień, to może w błotko się pójdzie, no ale najpierw popatrzy, co w okolicy słychać…. A tam biedni przemarznięci uczestnicy pochowali się gdzieś – pogoda nie rozpieszcza – deszcz, śnieg, grad, słońca brak, gdzie ta złota jesień jest?

Trochę się błąkamy w poszukiwaniu słońca, a przynajmniej bezdeszczu – o aparaty trzeba dbać ;). Co prawda nasze szpikli w tym błocie się troszeczkę rozjeżdżają, ale czego się nie robi dla tak dzielnych Riderów….

lakierki lakierki

I tak trafiamy na:

- organizatora poszukującego uczestników

Organizator Organizator

- uczestnika zapierającego się rękami i nogami – nie… nie… nie pojadę, nie… ja chcę do domu…..

nie jade

- cieplutko opatulonego uczestnika pilnującego, żeby quad się nie zmęczył

zimno

- quady pod parasolkami….

Parasolka

- quadowanie z quadem na lawecie…

Parasolka Parasolka

- i o dziwo trafiamy nawet na quady w terenie…

Quadowanie Quadowanie Quadowanie Quadowanie Quadowanie

- i co najdziwniejsze - odnajdujemy tez zadowolonych uczestników…. Co prawda nie wszyscy jeżdżą quadem po ziemi, ale jazda quadem na lawecie też do prostych nie należy….

Radosc Radosc Radosc

- nawet rozdanie nagród było…..

Quadowanie Quadowanie Quadowanie Quadowanie

Quadowanie Quadowanie Quadowanie Quadowanie

I po Dziczy tylko pozostało:

Resztki Resztki

A teraz chcemy podziękować:

- organizatorom, że nas przyjmują

- tym wszystkim co na dokarmiają

- i Wam, uczestnikom – za znoszenie fleszy, za znoszenie naszych wtargnięć przed Wami

- a wszystkim za atmosferę – to, dlaczego przemierza się nie raz całą Polskę, żeby tylko parę minut pogadać….

PS. A tam może coś jest, a może nie :)